Schetyna odchodzi, 03.01.2020

 

Już nie będzie można zwalać na Schetynę. Kto zbuduje od nowa Platformę Obywatelską?

„Wielokrotnie mówiono, że potrzebne jest nowe otwarcie, młodzi ludzie, nowa Platforma, nowe wyzwania. Tomasz Siemoniak jest ode mnie młodszy o 4 lata, więc jest nowym pokoleniem. Platforma się otwiera i też młodnieje” – zażartował na koniec swojego wystąpienia Grzegorz Schetyna, żegnając się z funkcją przewodniczącego PO

„Zostawiam PO, zamykam ten etap” — ogłosił w piątek 3 lutego 2019 Grzegorz Schetyna. Sam nie będzie ponownie walczył o przywództwo w partii, wyznaczył jednak następcę: Tomasz Siemoniak stanie w szranki z pięciorgiem innych kandydatów. Pierwsza tura wyborów w Platformie odbędzie się 25 stycznia 2019 r.

Pod ogniem Kaczyńskiego

„Po wyborach 2015 roku musieliśmy odbudować struktury Platformy. Pierwszy etap mamy za sobą. PO jest w dużo lepszym stanie niż w 2015, 2016 roku. Nadchodzi czas na nowy początek, nowy rozdział” — mówił Schetyna, pozwalając tym samym, by rozliczano go tylko za ostatnie trzy lata. Tymczasem warto pamiętać, że Schetyna był współtwórcą dawnych sukcesów Platformy Obywatelskiej – jako wieloletni sekretarz generalny i wiceprzewodniczący, prawa ręka Donalda Tuska od brudnej partyjnej roboty.

Przejął Platformę po półtora roku rządów PiS. Partia Kaczyńskiego zdążyła udowodnić swoją skuteczność i nieskuteczność opozycji. Schetyna przeczekał wzloty i upadki konkurencyjnej Nowoczesnej, co popularniejszych polityków i polityczki z innych opozycyjnych ugrupowań wyłuskał i przyciągnął (Gasiuk-Pihowicz, Nowacka). Zachowywał się jak kapitan statku, który jest pod nieustannym ostrzałem: łata żagle i dziury po kulach, ale nie próbuje szukać nowego kursu i wyrwać się spod ognia.

Na ostatnim etapie Schetyna spróbował zbudować koalicję na podobieństwo Zjednoczonej Prawicy Kaczyńskiego – duża partia w centrum (PiS/PO) i satelity (Porozumienie Gowina i Solidarna Polska Ziobry / Inicjatywa Polska Nowackiej / Nowoczesna i Zieloni). Wprowadził ją do Sejmu, ale wyborów nie wygrał.

Kiełbasa, polityka i stracone marzenia

Platformę Obywatelską, kiedy powstawała, definiowało marzenie o partii profesjonalistów-obywateli. Polskich self-made menów, ciężko pracujących przedsiębiorców, którzy jednak nie są egoistami, angażują się we wspólne obywatelskie sprawy. Inaczej niż liderzy Unii Wolności i ojcowie-założyciele III RP znają życie, wiedzą, co to trud budowania nowej Polski nie przy okrągłych stołach, ale w rodzinnych firmach. A jak wyjadą na Zachód, nie będziemy się za nich wstydzić, nie będą może fetowani jako bohaterowie historii, ale traktowani jako normalsi, sami swoi.

Pierwsze spotkania – otwarte, gromadzące tłumy – miały pokazać, że Platforma nie będzie się zamykać przed ludźmi. Inaczej niż intelektualiści, profesorowie z Unii Wolności.

Nawet jeśli pierwsi liderzy PO nie do końca uosabiali ten ideał, taki był wizerunek partii.

Grzegorz Schetyna ucieleśniał przeciwieństwo tego marzenia: politykę uprawianą z tyłu, po cichu, bez szerokich konsultacji. No i czy był politykiem do pokazywania na Zachodzie?

Nic dziwnego, że elektorat PO Schetynę odrzucał i karał nieufnością. Zrobienie ze Schetyny lidera PO było jak z wyświechtanego dowcipu o tym, że nie pokazuje się publicznie, jak się robi kiełbasę i politykę.

Schetyna próbował jednak z tym wizerunkiem walczyć. Nie tylko jego przemówienia były coraz lepsze (gdzieś na zapleczu odnalazł się w końcu dobry autor), ale i coraz lepiej wygłaszane. Może nie spełniał marzeń aspiracyjnego elektoratu PO o europejskich politykach w Polsce, ale postarał się otoczyć młodszymi politykami, a zwłaszcza polityczkami (Lubnauer, Nowacka, Tracz). Tyle że działo się to za późno i szerokiej publiczności trudno było wyczytać z tych ruchów jakiś plan. Nie mówiąc o wartościach.

Dziś największe powody do wdzięczności wobec Schetyny mają być może Lewica i Konfederacja.

Kiedy zatrzasnął drzwi przed SLD Włodzimierza Czarzastego, otworzył drogę do zjednoczenia Sojuszu, Wiosny i Razem. A z zarzuconego przez PO przekazu kierowanego do przedsiębiorców skorzystała koalicja Bosaka, Winnickiego i Korwina.

Siemoniak: Dla Kidawy pojadę do Ustrzyk Dolnych

„Jeśli Małgorzata Kidawa-Błońska zechce, żebym rozdawał ulotki w Bogatyni, w Ustrzykach Dolnych bądź w Świnoujściu, rzucam moją kampanię i pracuję dla niej” – zadeklarował Tomasz Siemoniak.

Nowy przewodniczący lub nowa przewodnicząca Platformy ma przed sobą dwa wyzwania: na krótki i na długi dystans.

Długoterminowo musi zbudować od nowa partię – może kogoś się pozbyć, może kogoś awansować. Wyzwaniem będzie przystosowanie PO do nowej rzeczywistości – w skali Polski i świata.

Zdaje się, że obywatele coraz mniej potrzebują partii, bo sami organizują się doraźnie wokół różnych celów. I miewają sukcesy, czasem spektakularne (czarny protest). A jednocześnie to nie te obywatelskie grupy wygrywają wybory, tylko partie albo prezydent.

„Polityka w Polsce jest w dużym kryzysie. Partii nikt nie lubi, posłów nikt nie lubi, tymczasem partie polityczne są esencją demokracji, to od nich wszystko zależy, to one muszą być ośrodkami idei, pomysłów, ośrodkami, które przyciągają ludzi” – mówił 3 stycznia Tomasz Siemoniak, co świadczy o tym, że widzi problem, ale niezupełnie go rozumie. Tak, partie nie są lubiane. Nie, nie wszystko od nich zależy.

Krótkoterminowo jednak najważniejszym zadaniem nowego szefa PO będzie wygranie wyborów prezydenckich. Zarówno wygrana, jak i przegrana zdefiniuje jego kadencję.

Czy zmiana przewodniczącego pomoże Małgorzacie Kidawie-Błońskiej w walce o prezydenturę? Kluczowe będzie to, jak Platforma poprowadzi jej kampanię. Chaos towarzyszący przejmowaniu sterów przez nowego przewodniczącego może być jak piasek sypany w tryby kampanii prezydenckiej, zwłaszcza gdyby towarzyszyły temu głośne odejścia z partii. Tyle tylko, że PO ma za sobą dwie kampanie, które były chaosem mimo niezmienionego przywództwa. O błędach kampanii PO pisaliśmy m.in. w tekstach Anny MierzyńskiejPiotra Pacewicza oraz Agaty Szczęśniak i Michała Danielewskiego.

Kobieta-kandydatka i przewodniczący/a z młodszego pokolenia może odpowiedzieć na tak oczekiwaną przez elektorat PO zmianę.

Zderzenie pokoleń

„Wielokrotnie mówiono, że potrzebne jest nowe otwarcie, młodzi ludzie, nowa Platforma, nowe wyzwania. Tomasz Siemoniak jest ode mnie młodszy o 4 lata, więc jest nowym pokoleniem. Platforma się otwiera i też młodnieje” – zażartował na koniec swojego wystąpienia Grzegorz Schetyna. Ta ironia wybrzmiała dość ciężko, by nie powiedzieć posępnie. Raczej jak pogrożenie palcem młodszym pretendentom i ostrzeżenie, że Schetyna wcale tak daleko nie odchodzi.

Troje pretendujących do funkcji szefa PO to czterdziestokilkulatkowie, trzech pozostałych ma 53, 59 i 63 lata. Pół na pół.

Anegdotycznie można przypomnieć, że kiedy Donald Tusk w 2001 roku walczył o przewodniczenie Unii Wolności z Bronisławem Geremkiem, miał 44 lata. Przegrał, odszedł i założył PO.

Sześcioro wspaniałych chce rządzić Platformą

Kandydatura Siemoniaka zamknęła stawkę pretendentów do schedy po Tusku i Schetynie. Wszyscy byli ministrami w rządach PO.

  • Bartosz Arłukowicz (rocznik 1971) – nabytek Platformy z SLD, był ministrem zdrowia w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz, w 2019 roku w świetnym stylu wygrał wybory do PE, prowadząc jedną z najbardziej aktywnych kampanii;
  • Borys Budka (rocznik 1978) – wiceprzewodniczący PO i szef klubu KO w Sejmie, wcześniej jeden z najmłodszych ministrów w rządach PO, był jedną z twarzy protestów przeciwko deformie sądownictwa w 2017 roku, jako jeden z niewielu polityków był entuzjastycznie przyjmowany przez protestujących i (wraz z Kamilą Gasiuk-Pihowicz) typowany na lidera opozycji;
  • Joanna Mucha (rocznik 1976) – ministra sportu w rządzie Donalda Tuska, ostro wtedy atakowana; o zmiany w Platformie zabiega od lat, w 2017 roku w „Gazecie Wyborczej” opublikowała założenia przyszłego programu PO, jako jedyna ogłosiła dziś swoje hasło wyborcze: „Nowy początek”;
  • Tomasz Siemoniak (rocznik 1967) – był we wszystkich trzech rządach PO, najpierw jako wiceminister spraw wewnętrznych, później jako minister obrony, w końcu – wicepremier, kontynuator Schetyny;
  • Bartłomiej Sienkiewicz (rocznik 1961) – polityk-intelektualista, szerokiej publiczności znany z trzech zdań, które przeszły do historii polskiej polityki: „Chuj, dupa i kamieni kupa”, „Państwo polskie istnieje teoretycznie”, „Idziemy po was!”. W latach 90. współtworzył Ośrodek Studiów Wschodnich, był ministrem spraw wewnętrznych i koordynatorem służb specjalnych w rządzie Tuska. Po raz pierwszy jest posłem.
  • Bogdan Zdrojewski (rocznik 1957) – do polityki krajowej wszedł jako niezwykle popularny samorządowiec – przez niemal trzy kadencje był prezydentem Wrocławia; chciał być ministrem obrony, został ministrem kultury.

 

OKO.press