Joanna Mucha, 05.04.2020

Wyzwania średniookresowe – miejsca pracy, głupcze!

Joanna MuchaJoanna Mucha,

 

 

W pierwszym tekście na temat wyzwań pisałam o tym, co było do zrobienia (i w większości nie zostało zrobione) NATYCHMIAST po stwierdzeniu, że mamy do czynienia z epidemią. Skupiłam się w tym tekście głównie na wyzwaniach zdrowotnych. Wyzwania średniookresowe to z kolei te, które dotyczą naszej gospodarki, miejsc pracy, funkcjonowania firm – czyli tego wszystkiego, od czego zależy dobrobyt kraju i jego obywateli. Najlepszym mottem dla tego tekstu niech będzie fragment brytyjskiej komedii, w której dwóch polityków przedstawia strategię czterech kroków. „W kroku pierwszym – opowiadają – mówimy, że nic się nie stanie. W kroku drugim mówimy, że może coś się stanie, ale nic w tej sprawie nie powinniśmy robić. W kroku trzecim mówimy, że może powinniśmy coś z tym zrobić, ale nic z tym zrobić nie możemy. W kroku czwartym mówimy, może było coś co mogliśmy zrobić, ale jest już za późno.” Oby to nie był nasz scenariusz…

Powinniśmy patrzeć na obecne wyzwania gospodarcze pamiętając o kilku zasadach.
Po pierwsze: taniej jest utrzymać miejsca pracy niż je tworzyć. Po drugie: płynność, płynność, płynność. Po trzecie: kiedy krytyczną wartością staje się czas, znaczenia nabierają zaufanie rządu do przedsiębiorców i wiarygodność rządu wobec nich. Po czwarte: decyzje muszą być podjęte w oparciu o kryteria ekonomiczne, nie polityczne.

Po pierwsze, miejsca pracy!

• Żeby utrzymać miejsca pracy rząd powinien stworzyć definicje płac postojowych i w konsultacji z organizacjami przedsiębiorców sporządzić listę najbardziej poszkodowanych branż i tam skierować pomoc dla wszystkich pracowników niezależnie od liczby zatrudnionych pracowników i formy zatrudnienia. Pracownicy na czas epidemii powinni otrzymać od rządu przynajmniej wynagrodzenie minimalne. Pamiętajmy, alternatywą jest wielomiesięczne wypłacanie im przez rząd zasiłków dla bezrobotnych. Płacenie PITu i składek od płac postojowych nie ma sensu – rząd powinien zwolnić z tych obowiązków.

• Są branże, które nadal pracują, ale w których wyraźny spadek obrotów będzie skłaniał właścicieli firm do zwolnień. W tych branżach rząd powinien uzupełnić wynagrodzenia pracowników przynajmniej do wysokości wynagrodzenia minimalnego. W niektórych z nich prawdopodobnie wystarczające będzie zwolnienie pracowników na czas epidemii z PITu i składek.

• Rząd ma możliwość zorganizowania prac interwencyjnych – przy szyciu maseczek i kombinezonów, przy zakwaterowaniu pracowników służby zdrowia w hotelach, przy cateringu dla osób przebywających na kwarantannach w akademikach (pisałam o tym w poprzednim tekście). Bardziej ekonomicznie uzasadnione jest przeznaczanie środków publicznych na płace za tego typu pracę niż na płace postojowe czy zasiłki dla bezrobotnych.

• Nie można nie zadawać sobie pytania o przyszłość branż takich jak turystyczna czy przewozowa po epidemii – czy wrócą do stanu sprzed jej początku. Czy restauracje będą wyglądały tak, jak je pamiętamy – czy też klienci zmuszą właścicieli do zmniejszenia liczby stolików, co doprowadzi do wzrostów cen? Pytania można mnożyć, ale niezależnie od odpowiedzi dotyczących jutra, dzisiaj priorytetem musi być zapewnienie bezpieczeństwa finansowego pracownikom tych branż.

Po drugie, płynność.

• Zestaw kosztów stałych dla większości firm jest podobny: płace, kredyty, czynsze, leasing, podatki, opłaty za media. O płacach napisałam w poprzednim punkcie.

• Zawieszenie obowiązku spłacania rat kredytów (kapitałowych i odsetkowych) jest do zaakceptowania dla wszystkich stron. Banki wolą poczekać na spłatę kilka miesięcy niż dochodzić swoich wierzytelności z mas upadłościowych firm i ze zbankrutowanych przedsiębiorców czy ludzi bez pracy. Konieczne jest zatem dokonanie przez KNF zmiany regulacji w celu zwalniająca banków z obowiązku tworzenia rezerw na odroczone płatności rat i odsetek.

• Zawieszenie konieczności spłacania kredytów oznacza, że właściciel nieruchomości może przez czas epidemii pobierać znacznie niższy czynsz od firm-najemców (lub zawiesić jego płacenie). Dotyczy to również wynajmu osobom prywatnym. Wynajmujący mieszkanie student – którego rodzice znaleźli się w trudnej sytuacji a on sam przez epidemię nie zarabia na korepetycjach – może albo nie płacić czynszu przez czas epidemii, albo wypowiedzieć umowę najmu. Dla właściciela nieruchomości znalezienie nowego najemcy może być trudne.

• Opłaty za prąd, gaz itp. powinny zostać przeniesione na czas po epidemii i rozłożone na wiele niskich rat.

• Wyzwaniem jest określenie daty, do której to zawieszenia miałyby obowiązywać. Być może wyjście z trybu epidemii będzie wymagało jakiegoś okresu przejściowego. Nie wykluczone zatem, że konieczne będzie wyznaczenie miesiąca lub dwóch po zakończeniu epidemii, kiedy płatności mogłyby być zmniejszone o 50%.

• Rząd powinien natychmiast umożliwić firmom korzystanie ze środków na ich subkontach VATowskich, a także zwrócić nadpłacone podatki. Przedsiębiorcy apelują o skrócenie czasu zwrotu z obecnych 60 dni do 15.

• Branże znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji powinny mieć natychmiast szansę skorzystania z kredytu. Dlatego konieczne jest utworzenie Funduszu Płynnościowego, czyli funduszu rządowego, który sfinansuje się na rynku przez emisję obligacji. Fundusz powinien udzielać wsparcia na zasadach rynkowych, konieczne jest wyznaczenie reguł, którymi powinien się kierować udzielając wsparcia (o tym w kolejnym punkcie).

Po trzecie, czas to zaufanie.

• Przedsiębiorca, który wierzy w pomoc rządu, zapłaci z własnej kieszeni wynagrodzenia pracowników i koszty stałe, utrzyma firmę przekonany, że za chwilę otrzyma pomoc. Brak wiarygodności rządu będzie powodował szybsze zamykanie firm i szybki wzrost liczby bezrobotnych.

• Przepisy muszą być proste i czytelne. Ich zastosowanie powinno być możliwe po wypełnieniu prostej deklaracji. Pomoc państwa powinna być uruchamiana natychmiast. Czy przedsiębiorca naprawdę ma udowadniać ze jego hotel czy restauracja zostały zamknięte? Że pracownicy jego firmy przewozowej nie pracują? Czy to normalne, że aktualny czas oczekiwania na rozmowę z urzędnikiem w ZUSie to pięć godzin?

• Na czas epidemii musimy odwrócić sposób myślenia urzędników o przedsiębiorcach. Obowiązująca zasada powinna brzmieć: „Dzisiaj pomagamy, jutro sprawdzamy, czy nie było nadużyć”. Na kontrolę będzie czas później, dzisiaj priorytetem musi być utrzymanie firm i miejsc pracy.

• Potrzebujemy prostej matrycy decyzyjnej: tam, gdzie obroty spadły do zera – rząd pomaga pokrywając wynagrodzenia do wysokości płacy minimalnej; tam, gdzie obroty się zmniejszyły – rząd uzupełnia ubytek. Tam, gdzie branża ma szansę na szybką regenerację – pomoc jest zwrotna, rozłożona na wiele rat nieoprocentowanego kredytu. Dla branż, których przetrwanie jest zagrożone na dłużej – zakładamy bezzwrotną pomoc.

• Potrzebna jest też matryca decyzyjna dla Funduszu Płynnościowego. Udzielenie pomocy firmom, które przed epidemią były powyżej progu rentowności a epidemia je poniżej tego progu zepchnęła – nie powinno budzić wątpliwości. Za pomocą matrycy należy odpowiedzieć na pytania dotyczące mniej oczywistych przypadków. Czy powinniśmy udzielać pomocy zasilając w płynność firmy, które przed epidemią były na skraju bankructwa? Czy firmy, które zbudowały sobie bufory bezpieczeństwa i w związku z tym korzystanie z pomocy nie jest dla nich niezbędne – mogą czy nie mogą z pomocy skorzystać? Czy chcemy je karać za zapobiegliwość? Czy może potraktujemy je jak koła zamachowe dla całej gospodarki?

• Niestety, w dotychczasowych działaniach rządu myślenie w tych kategoriach jest niewystarczające. To zmusza do zadania dramatycznego pytania: CZY TEN RZĄD NAPRAWDĘ CHCE STWORZYĆ POMOC W TAKICH FORMACH, Z KTÓRYCH NIE BĘDZIE MOŻNA SKORZYSTAĆ???

Po czwarte, kryteria ekonomiczne.

• Pisałam ostatnio o specyficznie zaprojektowanym przez rząd i NBP ruchu kapitału od początku epidemii. W skrócie wygląda to tak, że kapitał uwalniany przez NBP trafia do banków a z nich – poprzez zakup obligacji skarbu państwa – do rządu. Moja teza jest taka, że ten rząd chce utrzymać kontrolę nad przekazywaną pomocą finansową i kierować ją tam, gdzie uzyska największe korzyści polityczne (wyborcze). Niestety, nie jest to scenariusz budzący optymizm wśród przedsiębiorców.

• Opisywany wcześniej Fundusz Płynnościowy z instytucjonalnego punktu widzenia mógłby być obsługiwany przez PFR. Niestety instytucja ta wielokrotnie przekonała nas, że podejmuje decyzje finansowe nie tylko w oparciu o przesłanki ekonomiczne. Przykładem niech będzie budowa CPK. Niestety obawiam się, że przy braku transparentności – pod pretekstem walki z epidemią środki publiczne zostaną skierowane nie do przedsiębiorców, ale na przykład do kopalń, które notują coraz gorsze wyniki.

Kryzys wywołany epidemią koronawirusa będzie inny niż dotychczasowe. Wiele wskazuje na to, że będzie głębszy niż którykolwiek z kryzysów, które pamiętamy. Być może trwałe zmieni nasze nawyki i przyzwyczajenia, być może po epidemii odnajdziemy się w innym gospodarczo porządku. Ważne jest, aby zauważyć, że tym razem reagujemy inaczej, niż podczas kryzysu 2008 roku. Po tamtym kryzysie pozostało nam poczucie niesprawiedliwości i zawodności funkcjonowania państwowej pomocy – zbyt wielu biednych dramatycznie zubożało, zbyt wielu bogatych się wzbogaciło.

Dzisiaj wszystkie rządy jednym głosem zdają się mówić, że najważniejsza jest obrona pracowników niezależnie od formy zatrudnienia. Specyfika tego kryzysu w naturalny sposób kieruje strumienie pomocy rządowej do pracowników zatrudnionych w usługach – czyli tam, gdzie umowy o pracę mają najmniej stały charakter. (Niektóre kraje na czas epidemii wprowadzają nawet dla nich dochód podstawowy.) Mam wrażenie, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że nasza reakcja nie może być inna.

Wydaje nam się dzisiaj, że planujemy pomoc na dwa, góra trzy miesiące epidemii. Co się jednak stanie, jeśli będziemy obserwowali drugą i kolejne fale zachorowań? A jeśli uda nam się wyjść z epidemii – ale nasze gospodarki znajdą się w dwucyfrowych recesjach – czy wtedy rządy będą w stanie nadal oferować pracownikom i przedsiębiorcom pomoc? Już dzisiaj musimy zdać sobie sprawę, że środki publiczne za kilka miesięcy będą dobrem tak samo rzadkim jak respiratory we Włoszech. Przed nami czas niezwykle trudnych decyzji i tym większej odpowiedzialności.

 

naTemat.pl

%d blogerów lubi to: